Malarstwo/Painting

Ślady

Ślady

W porze kasztanowych świec 

Nadleciał motyl i zapytał, do kogo należą te twierdze. 

Powiedziałem: to twierdze wiosny, pewnie wkrótce spłoną. 

Cóż, powiedział motyl, póki nie płoną, będziemy w nich mieszkać. 

Powiedziałem: ale kiedy spłoną, nie zostanie nic, sam popiół. 

Cóż, powiedział motyl, wszystkie kolory na naszych skrzydłach 

są z popiołu twierdz, które spłonęły.

Imants Ziedonis, 

przekład Marians Rižijs i Miłosz Waligórski

Jestem poszukiwaczką śladów bytowania ludzi w miejscach, które obecnie są całkowicie niezamieszkane. Obszarem moich zainteresowań jest Puszcza Drawska – kraina lasów i jezior w północno-zachodniej Polsce, leżąca na terenie dawnych powiatów Arnswalde (Choszczno) i Deutsch Krone (Wałcz), które do końca II wojny światowej należały do Niemiec. Ludność zamieszkująca te okolice została po wojnie wysiedlona ze swoich domów, które później popadły w ruinę lub zostały zniszczone wskutek działań wojennych. Wiele wsi i osad całkowicie zniknęło z map. Te opuszczone miejsca często znajdują się w okolicach, których nie podejrzewamy o skrywanie zapomnianych historii. Relikty ludzkiego bytowania są zagubione, rozproszone w gęstych lasach. Tropię każdy pozostawiony ślad materialny: resztki domostw, ogrodów, przedmiotów codziennego użytku; skorupy naczyń: talerzy, sosjerek, dzbanków. („Różowe moje spodeczki, / Kwieciste filiżanki, / Leżące na brzegu rzeczki / Tam kędy przeszły tanki.” – pisał Czesław Miłosz). Rozpoznaję w lesie miejsca, gdzie stały kiedyś mury, budynki gospodarcze, rosły ogrody. Ich lokalizację zdradzają pozostałości po dawnych cmentarzach czy specyficzna roślinność. Charakterystyczne wzniesienia skrywają fundamenty budynków, omszałe, zamaskowane krzakami. Przy bliższym wejrzeniu ujawniają się kamienie, pokruszone cegły, czasem nawet fragmenty schodów czy elementów z metalu. Te miejsca opanowała całkowicie przyroda, mikro- i makroorganizmy roślinne i zwierzęce. Tkanka uformowana przez człowieka rozpada się, kruszeje, wraca do natury. Pomiędzy leśnymi drzewami widać skarłowaciałe, zdziczałe drzewka owocowe, krzaki bzu, jarzębinę. To świadkowie historii.

Fascynują mnie artefakty towarzyszące życiu ich właścicieli. Zaczyna pracować moja wyobraźnia – kto dotykał tych naczyń, czyje ręce je myły, co z nich pito, jedzono, jakich historii (nie) słuchały. 

Szukam takich miejsc, dostrzegam je w leśnej dziczy, kierując się starymi mapami lub instynktem. Te wyprawy są dla mnie jak wykopaliska dla archeologa. Interesuje mnie przenikanie się światów – teraźniejszego i dawnego, natury i cywilizacji. Jawią mi się one jako splot połączonych ze sobą mikrosfer.

Moja praca jest niczym kadr fotografii pamięci i niepamięci, zapis procesu przemijania. Przyglądam się kilku wydartym ziemi skorupom, kadłubkom naczyń, biorę je na warsztat, obserwuję. Tworzę ich dzieje wyobrażone, widzę w nich wysłanników z przeszłości. 

Biografie przedmiotów i dom 

Były używane na co dzień lub tylko od święta. Dotykały ich czyjeś ręce, które z troską podawały w nich jedzenie, z czułością je myły, wycierały, ustawiały w kredensie. Opuszki palców wyczuwały zgrubienia na krawędziach, tłoczenia zdobień. Te rzeczy miały być zachowane, przekazane następnym pokoleniom. Kiedy przyszedł wielki strach, niektóre z nich zostały ukryte, zakopane w skrzyniach w ogrodzie albo spuszczone w beczkach do studni. Część przetrwała, ich kruche życie nie rozpadło się całkowicie, część lekko popękała, skruszała, pokryła się plamami. Zostały odtrącone uszka, odpadły szyjki, nóżki i dzióbki. 

Większości jednak nie zdążono ukryć, porzucono je w pośpiechu. Pozostawiono na stole wazy z parującymi zupami, talerze z okruszkami chleba, miski z niedojedzonymi ziemniakami i szklanki z niedopitymi kompotami. Strawił je ogień, wielki żar i gorąc zamienił szkło w bezkształtną masę, porcelanę i metal pozbawił formy. Deptały je ciężkie buty, a one chrzęściły pod podeszwami jak grudki lodu na jeziorze, jak jesienne liście w nieodległym lesie. Przykryła je ziemia, zasiliły ściółkę, stały się sąsiadami dżdżownic i krocionogów. Zatarły się ornamenty, zdobienia, znaki manufaktur, które je wyprodukowały. Uszkodzone i okaleczone na nic już nie czekają. Dokonał się rozpad. 

A przecież to ślady istnienia ludzi, którzy z nich korzystali. Użytkowane przez długi czas przedmioty nabierają cech swoich właścicieli, relacje z nimi są pełne emocji. Artefakty stanowią rezerwuar pamięci, są wehikułami czasu pozwalającymi dotknąć przeszłości. Uobecniają to, co minione i przez to już niedostępne.  

Wojna wyrwała je z bezpiecznej przestrzeni domu, a dom to przestrzeń oswojona. Budując go, odtwarzamy akt kosmogonii – wydzielamy z chaosu przestrzeń pod zasiedlenie. Orbis interiors przeciwstawiamy groźnemu i nieuporządkowanemu orbis exteriors. W pewnym przybliżeniu trzy poziomy domu: piwnica, część mieszkalna i strych – odpowiadają trzem poziomom kosmicznym: piekłu, ziemi oraz niebu. Kiedy domu już nie ma, złożoność istnienia ulega degradacji, sprowadza się do poziomu -1, to znaczy przestrzeni ciemności, strefy rozkładu i śmierci. („Idzie człowiek wielopiętrowy – to znów Miłosz – na górnych piętrach rześkość poranka, / a tam nisko / ciemne pokoje, / do których strach wchodzić”). 

W ten sposób miejsca udomowione stają się grobami. 

Zrealizowano ze środków Miasta Gdańska w ramach Stypendium Kulturalnego.